A ŚWISTAK TAM SIEDZI I ZAWIJA SREBERKA… | Gimnazjum z Oddziałem Dwujęzycznym im. Piotra Michałowskiego | Kraków

Gimnazjum z Oddziałem Dwujęzycznym im. Piotra Michałowskiego w Krakowie

Kategorie

Archiwum aktualności

A ŚWISTAK TAM SIEDZI I ZAWIJA SREBERKA…

21 Cze 2014 · admin

Nadeszła godzina zero, czyli zwariowana sobota 30 kwietnia 2005 r. Ten dzień nasz kolega wybrał, żeby zmienić stan skupienia na święty stan małżeński, a my, żeby pojechać do Fryburga, poznać osobiście szwajcarskich kolegów, z którymi od jesieni wymienialiśmy elektronicznie informacje, spostrzeżenia i pozdrowienia. Po ślubie, który zgromadził całą rzeszę ‘Michałowczyków’, tych obecnych i tych dawnych, z placu Matejki odjechał autokar, rozpoczynając długą podróż przez trzy granice. Podróży towarzyszył dreszczyk emocji, bo oto te wszystkie Marille, Muriele, Cindie, miały oblec się w ciało i przemówić ludzkim głosem. Autobus jechał i jechał, wokół potężniały góry, migały pola, padał deszcz, świeciło słońce. W środku widać było głównie nogi, adidasy skierowane na prawo, skarpetki kiwające się radośnie na lewo, nogawki wyrastające znienacka znad fotela. Godzina za godziną, kilometr za kilometrem, pożeraliśmy czas i przestrzeń oraz paluszki i kanapki; wszystko znikało w nienasyconych gardzielach, dopominając się stale o jeszcze… Nareszcie Szwajcaria. Słońce świeci jak szalone, a dzieci jak osły ‘aaaa, daleko jeszcze?’. Już niedaleko, jeszcze tylko parę nerwowych telefonów, zakręt, podjazd, katedra. Jest szkoła, są rodzice i gotowi na nasze przyjęcie uczniowie. Odczytujemy listę i kolejna dwójka znika z bagażem. Jeszcze trzeba umieścić w hotelu naszych kierowców. Już. Minął pierwszy dzień maja, pierwszy dzień pobytu.

Mamy brudne nogi?

Poniedziałek zaczynamy wizytą w Jolimont, szkole naszych gospodarzy. Przyglądamy się lekcjom, uczniom, nauczycielom. Zazdrościmy przede wszystkim przestrzeni, wielkich sal, wyposażenia. Ku zdziwieniu polskich uczniów, Szwajcarzy zmieniają obuwie na wygodne klapki, nie wmawiają nauczycielom, że zachlapane błotem trapery to szkolne obuwie zamienne, no, no, no. Przerwa na jedzenie. A teraz spotykamy się przed katedrą i idziemy zwiedzać Fryburg. Przewodnikiem jest miejscowy oryginał, ubrany w pomarańczową koszulkę i żółtą bluzę. Opowiada o smoku, prowadzi dziatwę przez jeden z wielu fryburskich mostów i nagle… Osłupieliśmy… Przewodnik zdjął buty i ruszył trawersem przez rzekę La Sarine, która toczy swe burzliwe górskie wody przez miasto. Mamy w pamięci Dezyderego Chłapowskiego, więc: ‘La Polonais passe partout!’ i bez chwili wahania ruszamy za nim. Lodowata woda zapiera dech wszędzie, gdzie może go zaprzeć. Pani Majewska mówi głośno, co traci i gubi, ale to ocenzoruję. Andrzej gubi buty, skarpetki, na koniec w wodzie ląduje aparat fotograficzny. Szwajcarzy przekonują, że świetnie się bawiliśmy, szok termiczny dobrze nam zrobi, a my szukamy wyjaśnień, o co chodzi? No i wpadamy na rozwiązanie: mieliśmy brudne nogi! Koniec poniedziałku? Niezupełnie. Pojawiają się kłopoty z jedną dziewczynką; słabo mówi po angielsku, wcale po niemiecku, Ola wcale po francusku…W końcu mieszkająca w Szwajcarii Polka przygarnia naszą biedulkę i chyba jest już dobrze? Szkoda, że gospodarze nie pokazali naszym uczniom starego Fryburga; zwiedziłyśmy go w wolnej chwili, stare uliczki, strome schody, mosty mają wiele uroku.

Szklane czary

Wizyty dzień drugi. Jedziemy do Romont. Mała miejscowość spowita tego dnia w chmury, leniwie drzemie wśród pastwisk i widniejących w oddali preAlpes. Zwiedzamy Muzeum Witraży usytuowane w starym zamku. Oglądamy zabawy człowieka ze szkłem, kunszt średniowiecznych mistrzów i współczesnych artystów. Święty Jerzy przekłuwa smoka, migocą błękitem stany wody; światło przenikające szkło tworzy nowe światy, magiczne i nastrojowe. Dzieci myślą głównie o jedzeniu… ‘Oto jak nas, biednych ludzi, rzeczywistość ze snu budzi’. Piknik z widokiem na Alpy. Krowy żują trawę, my kanapki. Wzrok mamy podobny. Zaczyna siąpić deszcz. Wracamy do Fryburga. Czeka tam na nas katedra, a w niej witraże Mehoffera. Wchodzimy. Ciemna katedra otula nas chłodem, mrokiem, milczeniem. Żywym ogniem płoną witraże; wiją się kwiaty, ostre ciernie wysuwają się zza ołowianych linii, tryska fontanna, pali się świecznik. Woda życia, światło życia. Święci w aureoli sacrum, stoją w bliskości stworów piekielnych, wirują symbole, przenika nas wzrok spokojny i pogodny Boga Ojca. Piękno zapiera dech w piersiach, efekt niszczy nieco nasz szwajcarski opiekun, bo…szczerze mówiąc, niewiele wie o tym, co mówi. Może więc milczenie? Chłoniemy barwy, cisi i pokorni. Jeszcze rzut oka na Fryburg z wieży katedry. Deszcz. Dachy. Mosty. Wiatr.

Genewa

Środa. Jedziemy do Genewy.
Z niewielkim poślizgiem zaczynamy wizytę w studiu telewizyjnym. Dzieci robią zdjęcia wszędzie i na tle wszystkiego; przy kamerze, za kamerą, za stołem, na tle odlewów w pracowni rzeźbiarskiej, w reżyserce. Oglądamy miejsca, w których powstają dekoracje, są nagrywane programy etc. Przerwa na jedzenie. W pięknym Ogrodzie Angielskim wzmacniamy nadwątlone siły. Nasi podopieczni usadowili się przy fontannie i leją się wodą, aż miło. Nie przeszkadza im wiatr i chłód; przy akompaniamencie pisków i wrzasków pokazujemy Szwajcarom, jak wygląda ludowy polski śmigus-dyngus. Wkraczamy do akcji. Nieco spokojniej. Kolejne piski podrywają nas z ławki, na której raczymy się sałatkami. Nie, to nie nasi. No, to siadamy. Mamy pecha, bo z powodu wiatru nie zobaczymy Jet d`eau, słynnej fontanny na Jeziorze Genewskim. Wyobrażamy ją sobie, patrząc na widokówki. Oglądamy też zegar kwiatowy i już pora ruszać do ONZ. Słynny gmach wita mnóstwem strażników, musimy przejść przez kontrolę i nie ruszać się bez przewodnika. Mimo tych środków ostrożności nasza uczennica przemyca coś do środka, ale nie powiemy co, bo jesteśmy dyskretni. Marmury, schody, sale. Czasem przemknie urzędnik z miną wielce zaaferowaną, sugerującą, że ma mnóstwo pracy, aby utrzymać dla nas pokój na świecie. Przewodniczka tłumaczy, że to nie muzeum, ale miejsce pracy, ale nie możemy pozbyć się wrażenia, że więcej tu zwiedzania i turystów, niż rzetelnej pracy. Nasuwa się też refleksja, że efekty pracy jakieś takie słabe…Konflikty zbrojne nasilają się i wybuchają, mimo aktówek pod pachą genewskich urzędników. W ogrodzie pawie. Na ścianach obrazy. W powietrzu kurz. Koniec wizyty. Wracamy.

Czas dla rodzin

5 maja w Szwajcarii jest dniem wolnym. Cały kraj świętuje Wniebowstąpienie. Ten dzień uczniowie spędzają u swoich rodzin, każdy robi coś innego. Czwartek uczniowie może opiszą sami?

Śmierdzi ser, płyną łzy

Piątek. Ostatni dzień naszego pobytu. Jedziemy do fabryki czekolady Caillers. Wdychamy upajające wonie, oglądamy romantyczny film przedstawiający cudowną moc wyrobów. Przewodniczka mówi o surowcach i narzędziach, ale my czekamy na degustację… W sali mnóstwo tac, na tacach czekolady, czekoladki, pralinki, mniam. Po trzech kawałkach mam dosyć i rozglądam się za kiszonymi ogórkami… Nie ma. Trudno, nie jem. Dzieci są lepsze, ale i one po pewnym czasie mają dosyć. Kupujemy w sklepie mnóstwo słodyczy i jedziemy do słynącego z serów Gruyere. Zwiedzamy zamek, kupujemy pamiątki, wokół słychać dzwoneczki krów, które wcale nie są fioletowe… Szwajcarzy zapraszają nas na fondue i dziwią się, że wiemy, co to jest. Potrawa jest pyszna, chociaż niektórzy narzekają na zbyt rzadką konsystencję. Ser śmierdzi nieziemsko, siedzimy spowicie chmurą, grająca szafa wyrzuca z siebie rześkie dźwięki trąb i talerzy. Czas się żegnać. Nasi gospodarze wracają do Fryburga. Kasia i Monika płaczą. Ostatnie zakupy.
Ruszamy.
Deszcz. Wiatr. Autostrada.

Daleko jeszcze?

 

Gimnazjum z Oddziałem Dwujęzycznym im. Piotra Michałowskiego w Krakowie

ul. Piotra Michałowskiego 10
31-126 Kraków
Zobacz numer telefonu
e-mail:
gimnazjum@tssp.krakow.pl
szkolapodstawowa@tssp.krakow.pl
liceum@tssp.krakow.pl
zarzad@tssp.krakow.pl

Numer konta bankowego
Krakowski Bank Spółdzielczy
33 85910007 0021 0053 1807 0001
    
Inspektor Ochrony Danych Osobowych: Julia Szablowska
ochronadanych@tssp.krakow.pl

Galeria